DOKKEN - Hell To Pay [2004]  Wydawca: Sancturay Records 1. The Last Goodbye 2. Don't Bring Me Down 3. Escape 4. Haunted 5. Prozac Nation 6. Care For You 7. Better Off Before 8. Still I'm Sad 9. I Surrender 10. Letter To Home 11. Can You See 12. Care For You (Unplugged) Sk³ad: Don Dokken - ¶piew; John Levin - gitara; Mick Brown - perkusja; Barry Sparks - gitara basowa Produkcja: Don Dokken
Ilekroæ zabieram siê za przes³uchiwanie p³yty zespo³u, który dwie dziesi±tki lat temu ¶wiêci³ swe najwiêksze triumfy, a teraz próbuje dryfowaæ po ocenie wspó³czesnej muzyki, zawsze nachodzi mnie pewna refleksja. Jest to refleksja tym bardzie bolesna, im bardziej kiedy¶ lubia³o siê ten zespó³. Wiadomo, pok³ada siê pewne nadzieje, ¿e nowy album znanej marki bêdzie tak dobry jak sztandarowe kr±¿ki grupy. Do takich formacji zaliczam w³a¶nie Dokken, niegdy¶ zgran± ekipê muzyków graj±cych przebojowe piosenki, obecnie jedn± z wielu ryb w morzu przeciêtno¶ci. Straci³em ju¿ nadziejê, ¿e brygada dowodzona przez Dona nagra jeszcze co¶ w stylu genialnych Under Lock And Key czy Back For The Attack. Zespó³ siê reaktywowa³ ju¿ prawie dekadê temu, ale od tamtej pory w zasadzie nie zarejestrowa³ materia³u, który dorówna³by owym wydawnictwom. Dysfunctional i Shadowlife by³y raczej s³abszymi pozycjami w dyskografii grupy. Owszem, p³yta Erase The Slate rokowa³a pewne nadzieje powrotu do dawnych brzmieñ, a to ze wzglêdu na kilka ca³kiem udanych kompozycji, ale po niej wydano cieniutki album Long Way Home. Zgodnie z zapowiedziami Hell To Pay mia³o byæ wydawnictwem ciê¿szym i z wiêksz± ilo¶ci± solówek. W zasadzie zapowiedzi te spe³ni³y siê, faktycznie kr±¿ek jest lepszy od swego poprzednika, ale nadal przebojów jest tu jak na lekarstwo. Zawód jest tym wiêkszy, ¿e na kr±zku zagrali muzycy nieprzypadkowi. Basista Barry Sparks udziela³ siê ju¿ na udanych projektach Yngwie Malmsteena, Rolanda Grapowa i Michael Schenker Group. Gitarzystê Johna Levina mogli¶my uslyszeæ na debiutanckim albumie Doro z 1989 r. o tytule Force Majeure (mia³a to byæ p³yta zespo³u Warlock, ale to ju¿ inna historia). Don i Mick to jedyni pozostali z klasycznego sk³adu muzycy, wiêc znali siê na dokkenowskim rzemio¶le i mogliby siê lepiej postaraæ, gdyby tylko chcieli. Muzycznie album jest rozwiniêciem koncepcji z Erase The Slate, szkoda tylko, ¿e wiêcej jest nawiazañ do tych mroczniejszych i wolniejszych utworów. Ja i zapewne wiêkszo¶æ starych fanów wolê Dokken w rado¶niejszej ods³onie, w kompozycjach pe³nych ¿ywotno¶ci. Na szczê¶cie w zestawie znalaz³y siê dwa numery, które powinny zadowoliæ w³a¶nie starych fanów. S± to szybkie i dynamiczne Don't Bring Me Down oraz bardzo charakterystyczne dokkenowskie Haunted. Pierwsza z tych piosenek mog³aby siê spokojnie znale¼æ na Erase The Slate obok tamtejszego kawa³ka tytu³owego, jest skomponowana mniej wiêcej w tym samym duchu, powala te¿ solówka Johna Levina (w ogóle na tym kr±¿ku solówki s± bardzo dobre, mo¿e nie rewelacyjne, ale przynajmniej poprawnie i sk³adnie zagrane). Drugi z tych kawa³ków brzmi tak, jakby gra³ w nim George Lynch, struktura numeru ptrzypomina nie tylko dawne p³yty Dokken, ale równie¿ czyni uk³on w stronê dokonañ Lynch Mob. I chyba tylko tyle dobrego moge powiedzieæ o tym albumie... Najprawdopodobniej zdeklarowani fani i tak ten kr±¿ek zakupi±, wiêc im nie musze go szczególnie polecaæ. Tym za¶, którzy chcieliby us³yszeæ co¶ w starym stylu, p³ytê raczej odradzam. Kiedy¶ wydawa³o mi siê, ¿e styl zespo³u tworzyli g³ównie Don i George, teraz widzê, jak bardzo grupa traci na swoim charakterze, gdy nie gra ju¿ w niej Jeff Pilson...
Guitarrizer [
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, w³±cz obs³ugê JavaScript w przegl±darce, by go zobaczyæ
]
|