IRA - Mój Dom [1992] 
Wydawca: Kontakt / Starling / Andromeda
1. Mój Dom
2. Płonę
3. California
4. Nie Zatrzymam Się
5. Spadam
6. Bierz Mnie
7. Nadzieja
8. Miłość I Nienawiść
9. Nowe Życie
10. Nie Uciekaj
11. Twój Cały Świat
Skład: Artur Gadowski - śpiew; Wojtek Owczarek - perkusja; Piotr Sujka
- gitara basowa; Piotr Łukaszewski - gitary; Kuba Płucisz - gitary
Produkcja: Leszek Kamiński i IRA
Mój Dom IRY jest jedną z tych niewielu produkcji na polskiej scenie
hardrockowej, którą nasz kraj może się pochwalić. Co sprawia, że po
tylu latach, mimo zalewającej nas z zachodu pseudomuzycznej kaszany,
nadal z przyjemnością wracamy do tego albumiku sprzed ponad 10 lat?
No cóż, Mój Dom jest niewątpliwie najdojrzalszą płytą w stricte
hardrockowym dorobku IRY. Podkreślam stwierdzenie "hardrockowym
dorobku", gdyż pewnym nietaktem byłoby uznanie za hardrock (skądinąd
całkiem niezłej technicznie) płyty Znamię, czy też niezbyt niestety
udanej Tu i Teraz. Właściwie mówi się, że to najlepszy album IRY i nie
uważam, aby była to przesada. Wręcz przeciwnie. Widać w niej ogromny
potencjał twórczy, maksymalnie zresztą wykorzystany. Na dobrą sprawę,
każda niemal kompozycja tutaj jest "trafiona". Płytę otwiera mały
hardrockowy "manifest" ;), będący jednocześnie krótką refleksją na
temat życia w naszym pięknym kraju (jakże aktualną mimo upływu lat) -
generalnie najsłabsza kompozycja na płycie, ze względu na dosyć
"toporne", mało finezyjne brzmienie, no i przykry (niestety) temat. Ale
im dalej, tym coraz lepiej. Kiedy jesteśmy już po małej "rozgrzewce", z
przyjemnością poddajemy się żarowi, jaki towarzyszy utworowi Płonę.
Rytm tej piosenki, zgodny jest niemal z tempem bicia serca. Mimo tego,
średnio-szybkiego tempa, trudno usiedzieć na miejscu. A już na pewno
jest to niemożliwe przy utworze California - standardzie radomskich
ex-rockemanów (wybaczcie chłopcy!). Delikatny wstęp, nastrajający nas
"balladowo", zostaje szybko zburzony przez surowo brzmiące, soczyste
gitarowe riffy (tak charakterystyczne dla tej płyty), oraz drapieżny
wokal Artura Gadowskiego. Kiedy mamy już przyspieszony puls i urywany z
emocji oddech, IRA serwuje nam chwilę wytchnienia optymistycznym Nie
Zatrzymam Się. Trudno mi do końca nazwać ten utwór balladą, gdyż
energia z jaką chłopcy go wykonują oraz przesłanie i moc, jaka płynie z
wokalu Artura, sprawia, że utwór ten chyba nie nadaje się jako podkład
do pląsania dla zakochanych (ale zaznaczam, że to moje osobiste
zdanie). Skoro zdążyliśmy ochłonąć, dostajemy dawkę prawdziwego czadu -
a to za sprawą rewelacyjnego Spadam. Świetny, szybki, bardzo erotyczny
utwór okraszony już na wstępie dzikimi wrzaskami Gadowskiego (potem ich
również nie zabraknie). Nie brak też milutkich dla ucha gitarowych
solówek. Krótkich, ale nie wymagajmy za wiele od trzy i pół minutowego
utworu. W dalszej kolejności mamy Bierz Mnie, czyli kolejny standard
IRY z kontrowersyjnym "złotym deszczem" w refrenie ;). Utworu tego
chyba opisywać nie trzeba, dla każdego "hardrockowca z prawdziwego
zdarzenia" ;) z pewnością sytuacja o której opowiada owa piosenka, jest
nieobca. Gdy już skończymy "ostry balet" ;), mamy nareszcie kawałek
przy którym możemy się z czystym sumieniem pokołysać w ramionach
ukochanej / ukochanego. Nie za długo jednak, bo... Sielankę kończy
wściekle dynamiczne Nie Uciekaj. Co tu dużo mówić - kolejny kawałek w
którym chłopcy dają z siebie wszystko. W Nowym Życiu IRA dosłownie i w
przenośni spuszcza z tonu. Jest to najdłuższy i najsmętniejszy utwór na
płycie, co jednak wcale go nie deprymuje. Silna dawka melancholii w
hardrocku jest raz na jakiś czas wskazana (byle nie za często),
zwłaszcza że IRA "nie wytrzymuje" i pod koniec piosenki przyspiesza
nieco tempo. Ponury nastrój przerywa prawdziwy czad - Miłość I
Nienawiść - kolejny REWELACYJNY kawałek (notabene mój faworyt),
wypełniony ogromem energii, który po prostu MASAKRUJE wszelkie oznaki
zblazowania czy stagnacji. Żadnej taryfy ulgowej! Po prostu czysty
hardrock. Na koniec (bo już niestety do niego dorarliśmy) - pewne
zaskoczenie. Twój Cały Świat (słowa autorstwa Janusza Pyzowskiego) jest
króciuteńką (raptem 1.17), niezwykle delikatnie zagraną balladką, w
której Artur całkowicie rezygnuje ze swojej drapieżnej chrypy (!), co
na tej płycie jest swoistym ewenementem. Muszę przyznać, że nie był to
chwyt chybiony. Ten łagodny, akustyczny epilog, niczym kieliszek
dobrego wytrawnego wina niespodziewanie nas rozczula i pobudza do
refleksji.
Na koniec mogę rzec tylko tyle, że na płycie Mój Dom IRA pokazała
klasę, jakiej trudno by szukać u jakiekolwiek innego polskiego artysty
spod znaku rock'n'rolla. Dziki i narowisty wokal Gadowskiego plus
naprawdę świetne brzmienie gitarowe panów Płucisza i Łukaszewskiego
okazało się receptą na sukces, niestety jednak nie komercyjny, co
przyznaję z ogromną przykrością. Kto jeszcze nie zna tej płyty (choć
nie wierzę, że są tacy) niech szybko zmieni ten stan rzeczy. Mój Dom to
pozycja bezdyskusyjnie obowiązkowa dla fanów hardrocka.
Burn
|