|

Pisanie o Black Sabbath, gdy tyle już zostało powiedziane, to wyłącznie operowanie frazesami i truizmami. Faktem jest, że grupa Iommi'ego, Butlera, Warda i Osbourne'a w latach 70tych była jedną z największych potęg muzycznych na świecie. Zadecydowała o tym nie tylko doskonała i nowatorska, jak naonczas, muzyka, lecz także specyficzny klimat, jaki unosił się nad zespołem. Nie byli to pierwsi wykonawcy, którzy tak jawnie obnosili się z zamiłowaniem do okultyzmu i czarnej magii, jednak to właśnie oni zrobili na tym największą karierę. Nie byłoby mądrym oceniać Black Sabbath tylko i wyłącznie pod kątem ich flirtu z Lucyferem (od którego się z resztą prędko odżegnali), bo przecież muzyka zawarta na ich płytach po dziś dzień szokuje swoją aktualnością, świeżością i pomysłowością. Gdy niektóre legendy złotej ery hard rocka, co tu ukrywać, nie są oszczędzane przez rozpędzony czas, nagrania Black Sabbath jakby zatrzymały się w miejscu. Dowodem na to jest scena metalowa, która od wczesnych lat 80tych bazuje na tym, co stworzył Tony Iommi i jego koledzy. Począwszy od NWOBHM'u, przez thrash, doom, black, aż po nu metal, wszędzie słyszy się wyraźne wpływy Black Sabbath. To właśnie lata 70te są największa skarbnicą pomysłów dla nowych pokoleń muzyków. Historia Black Sabbath z Ozzym Osbournem to esencja rock and rolla. Początkowo bieda, później nagła sława, pieniądze, narkotyki, rozpady i ponowne zjednoczenia. Mimo wielkich sukcesów, pod koniec siódmej dekady z zespołu usunięty został Osbourne i dla Black Sabbath zaczął się zupełnie nowy rozdział, ale to już zupełnie inna historia...
Prawa ręka zagłady: lata 1970 - 1978 JAZDA OBOWIĄZKOWA!: Black Sabbath (1970) Era dzieci kwiatów skończyła się tak szybko, jak się zaczęła i Black Sabbath stali się głównymi piewcami jej upadku. Zamiast pokojowych manifestacji, wizje piekielnych męk, zamiast perspektywy życia w nowym wspaniałym świecie, gorzka skarga na kondycję nowoczesnego świata. Debiut Posępnej Czwórki z Birmingham to jeszcze blues rockowa szkoła takich gigantów, jak Cream, jednak już wzmocniona o kilka ładnych ton ołowiu. W 1970 roku, gdy ukazał się ten album, musiało już być jasne, że to już koniec starego porządku świata muzycznego, że nic już nie będzie takie samo. Przełom. Najważniejsze utwory: Black Sabbath, The Wizard, N.I.B, Behind The Wall Of Sleep Paranoid (1970) Któż nie zna tej płyty? Właściwie wszystko o niej zostało już dawno napisane. Mi pozostaje tylko powtórzyć, iż jest to żelazna pozycja w każdej kolekcji płyt szanującego się fana rocka. Apokaliptyczne klimaty osiągają tu apogeum, Osbourne śpiewa o konflikcie atomowym, zniszczeniach jakie w organiźmie wywołują narkotyki, a nawet o wewnętrznych rozterkach maszyny do zabijania. Muzycznie jest zdecydowanie bardziej przebojowo, pojawia się nawet natchniona oniryczna ballada. No i oczywiście ta niesamowita inwencja w wymyślaniu riffów, które mają na stałe wejść do ścisłego muzycznego kanonu. Rzecz totalnie obowiązkowa. Najważniejsze utwory: War Pigs, Paranoid, Planet Caravan, Iron Man, Electric Funeral, Hand Of Doom, Fairies Wear Boots Master Of Reality (1971) Black Sabbath idzie ścieżką ściśle wytyczoną przez album Paranoid, jednak Master Of Reality wydaje się płytą dużo nowocześniejszą. Słuchając trzeciego albumu grupy Iommi'ego, można dojść do wniosku, że w świecie mocnych brzmień tak naprawdę niewiele się zmieniło. Master Of Reality mógłby być nagrany nawet wczoraj, bez żadnych większych zmian i odniósłby równie wielki sukces. Ponadczasowość. Wielki fenomen Black Sabbath. Tematycznie jesteśmy wciąż w świecie wojen, nędzy i post atomowej stypy, jednak nawet w tym towarzystwie pojawia się utwór będący niespodziewanym protestem przeciw okultyzmowi, satanizmowi i antychrześcijanizmowi. Jest nawet ballada, najpiękniejsza, jaką ci panowie nagrali kiedykolwiek. Master Of Reality kontynuuje dobrą passę Black Sabbath, a o jego wartości dodatkowo świadczy sprawne umieszczenie przepięknych instrumentalnych miniaturek pomiędzy metalowymi gigantami. Najważniejsze utwory: Sweet Leaf, After Forever, Children Of The Grave, Solitude, Into The Void Sabbath Bloody Sabbath (1973) Mimo przerażającej okładki, w 1973 roku Black Sabbath zdecydowanie był zespołem odcinającym się od jakichkolwiek okultystycznych praktyk. A muzycznie, to co nieśmiało zapoczątkowane zostało przez płytę Vol.4, tutaj osiągnęło swe apogeum. Sabbath Bloody Sabbath jest egzaminem dojrzałości zdanym na piątkę, z wyróżnieniem. Kompozycje są wciąż mocne, riffy ostre, jednak brzmienie nie jest już tak ciężkie i przytłaczające. Uwagę zwraca doskonała produkcja, gdzie wszystkie dźwięki są klarowne, każdy instrument idealnie umiejscowiony. Nic nie jest przypadkowe, wszystko jest wynikiem doskonałej strategii. Na tej płycie instrumentarium Black Sabbath bardziej niż kiedykolwiek wcześniej wzmocnione zostało przez instrumenty klawiszowe, za które odpowiedzialny był Rick Wakeman, na chwilę porwany z Yes. Cóż tu dużo mówić, Sabbath Bloody Sabbath, zarówno jeśli chodzi o kompozycje, jak i brzmienie na tej płycie osiągnął apogeum swoich możliwości. Słuchając tego albumu ma się świadomość obcowania ze ścisłą czołówką największych dokonań muzyki rockowej. Najważniejsze utwory: Sabbath Bloody Sabbath, A National Acrobat, Killing Yourself To Live, Spiral Architect. TRZEBA ZNAĆ, WARTO MIEĆ: VOL. 4 (1972) Początek wielkich zmian. Po raz pierwszy pojawiają się instrumenty klawiszowe oraz eksperymenty z dłuższymi formami. Kompozycje są znacznie lżejsze niż na trzech poprzednich płytach i wyraźnie prą ku przebojowości, choć i tutaj zdarzają się rzeczy cholernie ciężkie. Godna odnotowania jest obecność uroczej miłosnej ballady, gdzie wiodącą rolę odgrywają dźwięki... fortepianu! Najważniejsze utwory: Wheels Of Confusion, Changes, Tomorrow's Dream, Snowblind Sabotage (1975) Ostatnia z Wielkich Płyt Black Sabbath. Charakter tego albumu najlepiej oddaje tytuł jednego z zawartych nań utworów: Megalomania. Sabotage to trochę taki zapis rojeń i ambicji zespołu. Słuchając tej płyty odnosi się wrażenie przebywania w jakimś pokręconym świecie, gdzie wszystkie alternatywne rzeczywistości zostają zbite w jedną całość. Obok klasycznych czadowych rockerów znalazło się tutaj miejsce na długie wielowątkowe utwory, najprawdziwszy metal, kawałek chorego popu i piekielne chóry! Zdumiewajace! Nie zapominajmy także o Symptom Of The Universe, kompozycji, która mimo 32 lat wciąż poraża brutalnością riffu! Jednak jest coś co łączy te wszystkie utwory: polot, fantazja, błyskotliwość. Szkoda, że to ostatni taki diamencik... Najważniejsze utwory: Hole In The Sky, Symptom Of The Universe, Megalomania, The Writ. NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!: Never Say Die (1978) Ktoś mógłby powiedzieć, że w tym miejscu Sabbs posunęli sie o krok za daleko. No ale przecież różnica między Never Say Die, a lichą poprzedniczką jest ewidentna. Jest znacznie lepiej, nawet jeśli w kilku momentach Iommi i załoga sięgnęli po środki mocno kontrowersyjne, takie jak, osobliwie użyte, syntezatory oraz... dęciaki! Ta fuzja jednak nie razi i czasem wychodzą z tego całkiem interesujące rzeczy! Never Say Die to dobra płyta, która potwierdza, że Black Sabbath był zespołem poszukującym, który nie zamierzał stać w miejscu, gdy świat wiruje jak szalony. Jednak, doprawdy, nie da się nie zauważyć, że to już łabędzi śpiew klasycznego składu... Najważniejsze utwory: Never Say Die, Hard Road, Junior's Eyes, Air Dance, ŚLEPA ULICZKA: Technical Ecstasy (1976) Ponoć Tony Iommi koniecznie chciał nagrac coś, co dorównałoby płycie A Night At The Opera Queen. Był nią po prostu zafascynowany, czemu trudno się dziwić. Dlatego też Technical Ecstasy była bardzo drogą płytą. Słychać w niej te dolary, które zostały wsadzone w studio nagraniowe, lecz niestety absolutnie nie przełożyło się to na jakość samych kompozycji. Niestety, mamy do czynienia z tworem wykreowanym na siłę. Meczy się Iommi, męczy Butler, męczy Ward (ten nawet śpiewa, a głos ma dobry) i męczy się Osbourne, który właściwie wtedy miał już wszystko głęboko w dupie. Rezultatem jest droga, lecz nijaka błyskotka, pełna głupawych piosenek i nużących ballad. I tylko czasem (3 utwory) zespołowi uda się czymś zabłysnąć, byśmy nie zapomnieli, że mamy do czynienia z legendą. Najważniejsze utwory: Backstreet Kids, You Won't Change Me, Dirty Women Spragnieni koncertowego albumu Black Sabbath z ery Osbourne'owskiej, musieli czekać 22 lata, aż wreszcie wytwórnia Sanctuary w 2002 zdecydowała się wypuścić na rynek Past Lives. Nie oznacza to, że wcześniej nie ukazało się podobne wydawnictwo. W 1980 roku, już po wywaleniu Ozzy'ego, ukazał się pojedynczy album Live At Last, jednak była to pozycja mocno kontrowersyjna (żeby nie rzec, byle jaka), pełna błędów edytorskich, a sama set lista prezentowała się nader dziwnie. Jeśli naprawdę chcecie usłyszeć jak Black Sabbath radzili sobie na żywo w swojej złotej erze, polecam sięgnąć po Past Lives, gdzie repertuar z Live At Last został mocno poszerzony, oczyszczony i wreszcie porządnie wydany. O płycie Reunion opowiem w drugiej części artykułu... Kompilacji Black Sabbath z Ozzym ukazało się co nie miara, toteż omówmy najciekawsze. Ortodoksom spodoba się klasyczna pozycja, czyli We Sold Our Souls For Rock'NRoll z 1976 roku, gdzie zawarte zostały najważniejsze utwory od debiutu do VOL.4. W 2000 roku Sanctuary wypuściła na rynek dużą składankę The Best Of Black Sabbath, gdzie dominuje repertuar osbourne'owski, a rzeczy z Dio i Gillanem dodane są jedynie na dokładkę. Najpełniejszą jak dotąd kolekcją największych dzieł Black Sabbath z lat 1970 - 1978 jest Symptom Of The Universe: The Original Black Sabbath (Rhino/Warner Brothers) z 2002 roku. To 29 żelaznych klasyków. Jednak wybór zawartych na niej utworów jest momentami kontrowersyjny (Fluff? Am I Going Insane? Rock'N'Roll Doctor?). Tych, którzy na dziury w budżecie domowym nie narzekają, skusi zapewne wydawnictwo Black Box: The Complete Original Black Sabbath (Rhino), które jest kolekcją wszystkich studyjnych płyt nagranych z Osbournem. Dodatkowo znalazły się na nim cztery numery nagrane na żywo, w tym klasyczne Blue Suede Shoes Perkinsa. Miłym upominkiem dla Sabbath fana będzie także pięknie wydany zbiór singli, The Singles, wydanych przez Castle Music Inc. Tekturowe pudełko zawiera 6 płyt, będących wiernymi kompaktowymi replikami oryginalnych singli. Cacuszko. CDN. BlackHeart
Komentarze () |
|
|
|
|
|