Menu witryny
Start
Nowiny
Recenzje
Polskie płyty
Artykuły
Podsumowania
Wywiady
F O R U M
Kontakt
Wideoklipy
Nasza playlista
Szukaj

 

Ostatnio komentowane
Piąty album Wild Frontier (1 -krotnie komentowane) 14.05.2012.
H.E.A.T - 'Heat' (5 -krotnie komentowane) 12.05.2012.
Premiera nowego utworu zespołu Vincent (17 -krotnie komentowane) 12.05.2012.
Świątynia dźwięku, czyli The Cult płyta po płycie (15 -krotnie komentowane) 05.05.2012.
AOR - 'The Colors Of L.A.' (3 -krotnie komentowane) 28.04.2012.

 

   
 
Między niebem a piekłem: Black Sabbath płyta po płycie, część 2 Drukuj Email
Wpisał: BlackHeart   
21.01.2008.
  Image
Spójrzmy na początek lat 80tych. Zespół Led Zeppelin, targany wewnętrznymi niepokojami i wyraźnym brakiem wizji dalszego grania, ostatecznie kończy swą działalność. Całości dopełnia jeszcze śmierć Johna "Bonzo" Bonhama. Deep Purple nie istnieje już od czterech lat i nikt jeszcze nie śni o cudownym reunion. Z wielkiej trójki fundatorów hard rocka, ostał sie już tylko zespół Black Sabbath. Tony Iommi, Geezer Butler i Bill Ward uparcie trwają na posterunku, wzmocnieni przez czwartą legendę w postaci charyzmatycznego wokalisty Ronniego Jamesa Dio. Dwie pierwsze płyty nagrane z byłym głosem Rainbow okazały się wielkim sukcesem, który na zawsze rozwiał wątpliwości, co do sensu działania Black Sabbath bez Ozzy'ego Osbourne'a. Nowa muzyka Sabbs okazała się niezwykle świeża i atrakcyjna, zarówno dla młodzieży zasłuchanej w nowej fali brytyjskiego heavy metalu, jak i starych fanów zespołu. Po burzliwym odejściu Dio, za mikrofonem stawali kolejno: Ian Gillan, Jeff Fenholt (na chwilę), Glenn Hughes, Ray Gillen (na dłuższą chwilę), Tony Martin, znów Dio, znów Martin i w końcu ponownie Osbourne. Z wielkiego Reunion pierwszego składu nie pozostało właściwie nic prócz płyty koncertowej, dwóch "bonusów" i niekończącej się trasy. W końcu zespół zniecierpliwiony kunktatorstwem Ozzy'ego, ponownie zaangażował Ronniego Jamesa Dio, by nagrywać nowy materiał i ruszyć w trasę jako Heaven And Hell...
Lata 80te ostatecznie pokazały, że prawdziwym szefem Black Sabbath był jest i będzie Tony Iommi. To on dobierał kolejnych muzyków, decydował się na, często bardzo karkołomne, współprace, a czasem zostawał w zespole zupełnie sam, otoczony muzykami sesyjnymi... Od odejścia Dio w 1982 roku, prasa zwykła nie pozostawiać na dokonaniach Black Sabbath suchej nitki. Nie podobały się eksperymenty, ale też złagodzenie brzmienia. Nie podobały się ciągłe zmiany personalne, które faktycznie mogły przyprawić o zawrót głowy. Jednak przyszedł czas, by oddać Black Sabbath sprawiedliwość.  Jeśli odrzucić zupełnie tendencyjne recenzje, jakich przez lata namnożyło się wiele i po prostu posłuchać tego, co powstało po 1982 roku, nie raz można się szczerze zachwycić. Po 1982 roku Iommi często udowadniał, że jest twórcą uniwersalnym, potrafi grać inaczej, a gdy trzeba nawet bardzo pogodnie. Myślę, że moja mała podróż przez lata 80te, 90te i czasy zupełnie nam współczesne, pomoże na nowo spojrzeć na ten okres twórczości Black Sabbath i oddać mu należne honory. Zapraszam.

 
JAZDA OBOWIĄZKOWA:
 
ImageHeaven And Hell (1980)
Zaangażowanie Ronniego Jamesa Dio było chyba najlepszym pomysłem, na jaki Tony Iommi mógł wtedy wpaść. Ten mały diabeł wniósł do Black Sabbath niewyobrażalną dawkę świeżości. Pojawiły się znakomite melodie i młodzieńczy wręcz wigor. Po eksperymentach, jakie dla Black Sabbath przyniosła druga połowa lat 70tych, Heaven And Hell jawi się, jako album niezwykle konsekwentny. To jest po prostu hard rock, a czasem bardzo melodyjny heavy metal. Heaven And Hell to jeden z najwspanialszych zwrotów akcji w historii rock and rolla. Wspaniałe podniesienie legendy z gruzów.  
Najważniejsze utwory: Neon Knights, Children Of The Sea, Heaven And Hell, Die Young

ImageMob Rules (1981)
Płyta zdecydowanie cięższa od swej poprzedniczki, ale jakby odważniejsza i bardziej pomysłowa. Dla niżej podpisanego po prostu lepsza. Słychać, że drugi legendarny skład Black Sabbath nie narzekał na niedobór inwencji, a i energii jakby przybyło. Mob Rules obfituje w momenty, które mogą wprawić w zachwyt. Mnóstwo tu muzycznych zwrotów akcji, ciekawych efektów dźwiękowych. Iommi sypie pomysłami jak z  rękawa. Nawet Ronnie James Dio śpiewa trochę inaczej, mocniej, z większymi jajami. Absolutny mus... dla każdego.
Najważniejsze utwory: Turn Up The Night, Voodoo, The Sign Of The Southern Cross, The Mob Rules, Country Girl, Falling Off The Edge Of The World.  

ImageHeadless Cross (1989)
Co za album! Zawartość muzyczna, jak i lista płac są imponujące. Brzmienie gitary Iommiego jest wręcz symfoniczne, a perkusyjne uderzenia Cozy'ego Powella brzmią jak wybuchy bomb. Tony Martin nie śpiewa już tak siłowo, nie nadużywa wysokich rejestrów. Więcej w jego wokalizach wyczucia, techniki. Doskonale spisuje się sesyjny basista-wirtuoz Laurence Cottle, który współodpowiedzialny jest za wykreowanie niesamowitej atmosfery obecnej na tej płycie. Headless Cross to bez wątpienia album doskonały, pozbawiony niedociagnięć i wypełniaczy, a do tego wyśmienicie wyprodukowany. Dużo tu rozmachu, przebojowości i przede wszystkim poruszających kompozycji. Czuć zaangażowanie, jakie włożone zostało w tworzenie tego dzieła. Skojarzenia z wysokobudżetowym filmowym widowiskiem są jak najbardziej wskazane! Wspomnę jeszcze o gościnnym występie Briana Maya, gitarzysty Queen... I wszystko jasne.
Najważniejsze utwory: Headless Cross, Devil And Daughter, When Death Calls, Nightwing.

 
TRZEBA ZNAĆ, WARTO MIEĆ:

ImageBorn Again (1983)
Nikomu się wcześniej nawet nie śniło, by Ian Gillan, legendarny wokalista Deep Purple, wylądował w Black Sabbath. No ale stało się i efekt tej niecodziennej współpracy jest... równie zaskakujący jak sam jej fakt. Purpurowa spuścizna Gillana w połączeniu z Sabbathowym ciężarem dały piorunujący efekt. Na Born Again, oprócz przeważających klasycznych heavy metalowych killerów, znajdują się utwory, które wówczas nie miały precedensu! Obłąkane, niepokojące, o połamanej rytmice i nietypowych riffach. Pojawia się takze ballada, dość upiorna, lecz jedna z najwspanialszych w historii zespołu. Gitara Iommiego brzmi tutaj ciężej niż kiedykolwiek wczesniej, a Ian Gillan śpiewa jak opętany przez stado diabłów. Za każdym razem, kiedy wchodzi na wysokie rejestry, w pomieszczeniu unosi się zapach siarki. Być może są to jedne z najlepszych wokaliz w jego karierze. Born Again to jedna z najciekawszych płyt Black Sabbath, z wszech miar godna uwagi.
Najważniejsze utwory: Trashed, Disturbing The Priest, Zero The Hero, Born Again.

ImageSeventh Star (1986)
Właściwie miała to być pierwsza solowa płyta Tony'ego Iommi'ego, jednak wytwórnia, jak to zwykle bywa, zadecydowała inaczej. Dlatego właśnie na okładce tej płyty widnieje takie kuriozum jak: Black Sabbath feat. Tony Iommi. Przy mikrofonie stanęła kolejna legenda z purpurowej rodziny, czyli sam Glenn Hughes, a klimaty stały sie zdecydowanie łagodniejsze. Przede wszystkim nie nalezy Seventh Star rozpatrywać, jako albumu metalowego, gdyż jest to po prostu bardzo melodyjny hard rock. Tony Iommi wszedł w muzyczne rejony zajmowane dotychczas przez takie zespoły jak Deep Purple i Whitesnake, jednak wcale sie w nich nie zagubił! Seventh Star to album, pełen interesujacego, przebojowego rocka, a jego jedyną większa wadą jest to, że trwa zdecydowanie za krótko. Solidny materiał.
Najważniejsze utwory: In For The Kill, No Stranger To Love, Heart Like A Wheel, In Memory .   

ImageEternal Idol (1987)
Zauważyłem, że wśród recenzentów muzycznych tradycją jest mieszać ten album z błotem. Myślę, że więcej w tym jakiejś nieprzemijającej mody, niż głębszego pomyślunku. A przecież Eternal Idol nie zasługuje na tak druzgocąca krytykę, bo to album dobry. To wciąz Black Sabbath, zarówno jeśli chodzi o strukturę kompozycji, jak i warstwę liryczną! Gdzie trzeba jest demonicznie, a gdzie trzeba bardzo melodyjnie. Kompozycje trzymają dobry poziom i w większości ciążą ku wyrazistej melodyce. Tony Iommi próbuje kilku nietypowych dla siebie zagrywek, a Tony Martin, choć jeszcze niedotarty i nieumiarkowany (zbyt często śpiewa za wysoko), radzi sobie bardzo dobrze. A utwór promujący ten album (The Shining) to jeden ze wspanialszych singli Black Sabbath. Rozgrzewka rpzed Headless Cross..
Najważniejsze utwory: The Shining, Ancient Warrior, Born To Lose.    

ImageCross Purposes (1994)
Pierwsze wrażenie jakie pozostawia po sobie Cross Purposes to niezwykła klasa. Jest to niestety również ostatni wielki album tego legendarnego zespołu. Tony Iommi wraz z załogą przekonują nas, ze oprócz komponowania świetnych killerów, potrafią też nas czymś zaskoczyć i nie boją się utworów łagnodniejszych. Cross Purposes charakteryzuje niezwykła zmiennośc klimatów. Obok kawałków ciężkich, pojawiają się momenty liryczne, bądź koajrzące się z melodyjnym rockiem. Doskonała jest produkcja, dużo lepsza niż na dwóch wcześniejszych albumach i o niebo lepsza niż na następnym.  Zmieniła się tematyka utworów. Tony Martin na szczęście nie śpiewa już o antycznych wojownikach, ani germańskich bóstwach, lecz porusza tematy bliższe krwiobiegu, takie jak konflikty na tle religijnym, fanatyzm, czy komputeryzacja świata. Doskonały album!
Najważniejsze utwory: I Witness, Cross Of Thorns, Immaculate Deception, The Hand That Rocks The Cradle.   

 
NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

ImageForbidden (1995)
Czuję się zobowiązany, by zrehabilitować ten ostro krytykowany album. Owszem, w porównaniu do poprzedniej płyty nagranej z Tonym Martinem (Cross Purposes) Forbidden nie powala. Owszem, produkcja, nie wiedzieć czemu, kuleje, a zasadność gościnnego (na szczęście bardzo krótkiego) występu Ice'a T. jest mocno dyskusyjna. Także nie wszystkie kompozycje trzymają dobry poziom... No ale przecież nie brak na Forbidden świetnych utworów, nie brak dobrych riffów i fajnych melodii. Jasne, są tu kawałki złe, ale za te najlepsze dałbym się pokroić. Będę też uparty w twierdzeniu, iż jest to wydawnictwo lepsze niż, zazwyczaj wyżej oceniany, Tyr.
Najważniejsze utwory: I Won't Cry For You, Rusty Angels, Forbidden.

ImageDehumanizer (1992)
Niby wszystko jest w jak najlepszym porządku. W załodze jest znów Ronnie James Dio, a kompozycje w większości trzymają poziom... Jest ciężko, mięsiście, ale nie brak melodii, choć nie są one tak porywające, jak na poprzednich płytach nagranych z Dio, czy nawet z Martinem. Kilka kawałków to już sabbathowa klasyka, lecz czegoś tutaj brakuje. Być może większego zróżnicowania klimatycznego. Mimo wszystko nie jest to album zły, zważywszy na nienajlepszą formę, w jakiej wtedy był zespół Black Sabbath, ale też i Ronnie James Dio. Rozczarowuje, że skład, który nagrał wcześniej genialny Mob Rules, na początku lat 90tych wydał płytę, która jest jedynie cieniem dawnej chwały.
Najważniejsze utwory: After All (The Death), TV Crimes, Time Machine

 
ŚLEPA ULICZKA:
 
ImageTyr (1990)
Nie do końca rozumiem pobłażliwość z jaką oceniana jest ta płyta. Dla mnie Tyr to ewidentny kryzys formy i wynik braku inwencji. Następca genialnego Headless Cross okazał się albumem nieciekawym, nagranym jakby na siłę i za karę. No i jeszcze ten koszmarny koncept... Nadęte pieśni o Odynie i Valhalli bardziej przystoją błaznom z Manowar, a nie prawdziwym rockowym artystom... Trudno wyłuskać z tej płyty, choć jeden wybijający się utwór. Po takim cudzie jak Headless Cross, Tyr jest wielkim rozczarowaniem i nie ratują go dwie, trzy lepsze kompozycje. Nastąpiło zmęczenie materiału, wyczerpanie formy. Szkoda, bo zapowiadało się tak pięknie...
Najważniejsze utwory: Jerusalem, Feels Good To Me

PONADTO:

ImageImageImageImage

ImageImageImage

 
Pierwszym oficjalnym koncertowym wydawnictwem post-osbourne'owskiego Black Sabbath była płyta Live Evil (1982). Nie jest to jednak rzecz idealna. Rażą nadinterpretacje wokalne Ronniego Jamesa Dio, który na siłę stara się być tutaj złowieszczy, przez co często brzmi po prostu komicznie. Kuleje też produkcja, z nazbyt wysuniętym wokalem i schowanymi klawiszami. Lepszy obraz Black Sabbath z Dio prezentuje wydany w zeszłym roku już pod szyldem Heaven And Hell, dokumentujący najnowszą trasę, album Live Radio City Music Hall. Warto odszukać też limitoway Live At Hammersmith Odeon, będący zapisem trasy Mob Rules (1981), a wypuszczony w 2007 roku przez Rhino. Długa współpraca z Tonym Martinem zaowocowała tylko jedną płytą koncertową, która na dodatek jest obecnie zupełnym rarytasem. Cross Purposes Live ukazała się w 1995 roku jako część boksu, w którego skład wchodziła jeszcze kaseta VHS. Rzecz juz właściwie neidostępna, a szkoda, gdyż zespół wypada tutaj doskonale. Na wielkie brawa zasługuje Tony Martin, który nie tylko potwierdza swoją wokalną klase, ale jeszcze pokazuje, że do klasycznego materiału pasuje lepiej niż Ronnie Dio. Powrót Osbourne'a dokumentuje obszerny album Reunion (1998). To dwie płyty wypełnione po brzegi tym, co dla klasycznego składu Black Sabbath najważniejsze. Wszystko to oczywiście w nowych potężniejszych wersjach. Warto posłuchać Osbourne'a w dobrej jeszcze kondycji wokalnej! Dodatkowo na Reunion znalazły się dwa zupełnie nowe utwory: brawurowy Psycho Man (miejsce w historii zaklepane) i porządny, acz nie wybitny, Selling My Soul. Gdyby wtedy pierwszy skład Black Sabbath zdecydował sie na nagranie albumu studyjnego, bez wątpienia rzuciłby świat na kolana.
Jesli chodzi o albumy kompilacyjne, to era post-osbourne'owska potraktowana została po macoszemu. W 1996 roku ukazała się płyta The Sabbath Stones, która w zamierzeniu miała podsumować działalność Black Sabbath po 1980 roku. W zamierzeniu, gdyż dobór utworów jest tutaj mocno dyskusyjny. Zadziwia brak reprezentantów Heaven And Hell i Mob Rules, kontrowersyjna jest obecność aż czterech numerów z cienkiej płyty TYR, a kompozycje z czasów Gillana i Hughesa wydają się być wybrane "na oko". A gdzie Zero The Hero? Gdzie No Stranger To Love? Z Forbidden zamiast rewelacyjnego utworu tytułowego i elektryzującego Rusty Angels, wybrano dwa średnie kawałki Kiss Of Death i Guilty As Hell. Totalnie bez sensu. Atutem dla The Sabbath Stones jest za to obecność dobrego Loser Gets It All, odrzutu z sesji Forbidden. Za dopełnienie kompilacji z 1996 roku uznać możemy The Dio Years (2007). W tym przypadku nie zabrakło prawie niczego (niestety pominięto Country Girl i Sign Of The Southern Cross). Jako bonusy do składanki pojawiły się trzy zupełnie nowe kompozycje: The Devil Cried, Shadow Of The Wind, Ear In The Wall. Wszystkie na równym, bardzo dobrym, poziomie. Jeśli tak będzie wyglądała nowa płyta gigantów, to możemy spać spokojnie. W przyszłości liczę jeszcze na kompilację podsumowującą długi czas, jaki w Black Sabbath spędził Tony Martin. Zebranie samej śmietanki najlepszych utworów z pięciu (!) płyt nagranych z tym wokalistą, stworzyłoby prawdziwie bombową całość. A gdyby jeszcze okrasić je bonusami w postaci takich rarytasów jak wyluzowany Some Kind Of Woman z sesji Eternal Idol(bardzo w klimacie Deep Purple), potężny Cloak And Dagger (z japońskiej wersji Headless Cross), czadowy What's The Use (również prezent dla Japończyków), czy wspomniany wcześniej Loser Gets It All, to już w ogóle byłby kosmiczny orgazm.
 
BlackHeart
Komentarze (7)add
HardRocker: ...
a pan, panie Piotrku, jesteś malkontent. Istnieje coś takiego jak subiektywna krytyka i w tej kwestii nie ma rozgraniczenia, muzyk - nie muzyk, znawca - nie znawca. Można się nie zgadzać, ale pańska opinia jest totalnie od czapy smilies/wink.gif
1

wrzesień 21, 2009
Piotrek: ...
Nie dziwi mnie to że gościu któremu podoba się Born Again katastrofalny album krytykuje Tyr, który przez fachowców oceniany jako najlepszy z Martinem. Muzykiem to pewnie nie jesteś - znawcą raczej marnym.
2

wrzesień 20, 2009
WaderPL: ...
Według mnie wszystkie płyty są fajne, ale najlepsze z Osbournem , DIO także wniósł wiele do tej muzy Black Sabbath
3

luty 13, 2008
Cortez The Killer: ...
Nikt niczego nie zignorował, po prostu wystawił gorsza recenzję. Nie da sie ukryć, że przy Headless Cross Tyr jest malutki, a Dehumanizer nie umywa się ani do Mob Rules ani do Heaven And Hell.
4

styczeń 25, 2008
metal: ...
Eternal Idol, Headless Cross i Tyr trzymają ten sam bardzo wysoki poziom. Jak można tak zignorować Tyr? To samo dotyczy genialnego Dehumanizera. ehhh brak słów
5

styczeń 25, 2008
Iron Jack: ...
Zgadzam się z kolegą powyżej.Płyta to istna perełka w dokonaniach Black Sabbath.Moje obszerniejsze odczucia z tego krążka można znaleść
w dziale recenzji owej płyty.
6

styczeń 23, 2008
metalfan: ...
Headless Cross przez wielu niedoceniana płyta, vocal tak samo...Jak dla mnie ten album to wielka światowa klasa i czołóka Black Sabath !!!
7

styczeń 23, 2008
Napisz komentarz
quote
bold
italicize
underline
strike
url
image
quote
quote
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley


Wpisz kod umieszczony obok


busy
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

 

HARDROCK.COM.PL
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.

statystyka