SYNDIA - SYNDIA [1990]  Wydawca: POLSKIE NAGRANIA 1. Każdy Kiedyś Robi Błąd 2. Plaża Snów 3. Opuszczony 4. Marriott 5. Nie Jesteś Wielkim Panem 6. Cenniejsze Płótno Od Ram 7. Dynamit I Diament 8. Spotkajmy Się W Pół DrogiSkład: Zbigniew Kondratowicz - śpiew; Krzysztof Patocki - perkusja; Maciej Gładysz - gitara; Piotr "Dziki" Chancewicz - gitara; Piotr Urbanek - gitara basowa; Piotr Pruski - instrumenty klawiszowe
Szczerze mówiąc poza tym, że Syndia została założona w Warszawie w 1987 roku (za encyklopedią), nic mi o tej kapeli nie wiadomo. Takich zespołów "meteorytów" w Stanach czy Niemczech były tysiące, u nas dwa, może trzy, a przecież powodów do grania "wesołej" muzyki było w Polsce aż nadto. Mimo wszystko internet pomógł grupie dotrzeć do pewnej ilości fanów, jednak dalej jest to dalekie od jej potencjału. Kilku muzyków po latach można dziś odnaleźć w światku muzycznym i jak widać są to cenieni instrumentaliści. I tak Maćka Gładysza można usłyszeć na tak róźnorodnych płytach jak album gwiazdki Idola Ali Janosz, album naszego tenora Marka Torzewskiego, grał także na całkiem niezłej skądinąd płycie Edyty BartosiewiczShok'n'Show" czy udzielał się w zespołach Human i IRA. Piotr "Dziki" Chancewicz to ceniony producent i realizator dźwięku, a także członek zespołu Mech " (znanego z piosenki promującej polską grę Painkiller). Piotra Urbanka możemy zoabczyć m.in. u Kasi Kowalskiej (LP Pełna Obaw), czy w Perfect (LP Śmigło). Klawiszowiec Piotr Pruski grał na projekcie Sote w 2002 roku, natomiast po wokaliście Syndii słuch zaginął. To, z czym mamy do czynienia na, niestety , jedynym wydawnicwtie Syndii, to ultra przebojowy AOR. Przypomina to zastępy skandynawskich zespołów(scandi), takich jak Skagarack, Heaven, Da Vinci, Fate, Bad Habit czy Harlot z tym, że w Syndii zachowany został nieco lepszy balans między gitarą, a "parapetem". Najważniejszym instrumentem są tu właśnie klawisze, które nie są tu jedynie dodatkiem, a cześcią niejednokrotnie napędzającą cały utwór czy też prowadzącą go. Mają one idealne 80sowe brzmienie i już na otwarciu dostajemy ich solidną porcję. Każdy Kiedyś Robi Jakiś Błąd jest idealnym openerem, wprowadza w rewelacyjny nastrój, zapowiada świetny kawał muzyki. Od razu rzuca się w słuch niesamowita przebojowość kawałka, po prostu czuje się na głośnikach radość i energię z nich płynącą. Obok pierwszego kawałka innym genialnym momentem na płycie jest zamykający Spotkajmy Się W Pół Drogi. Znów tony klawiszy, i znów cudowne harmonie. Nie wiem, czy jest ktoś, kto potrafi usiedzieć w miejscu przy tym numerze. Dla mnie absolutnie piosenka numer 1 w całym dorobku polskiego melodyjnego rocka (przyznam ubogiego, a jednak)... Ilekroć go słucham, to zawsze niemal zatyka dech, to po prostu niesamowite, że u nas ktoś grał taką muzykę. Ale takie myśli się kotłują przez niemal całą płytę, Spotkajmy... zdecydowanie nie jest wypadkiem przy pracy. Każdy Kiedyś Robi Błąd, podobnie jak Spotkajmy..., aż krzyczy, by go umieścić w jakimś filmie. Skoro rozpoczęliśmy i zakończyliśmy dwoma najlepszymi utworami, przyjrzyjmy sie pozostałym. Mamy tu jeszcze dwa mocno klawiszowe kawałki - Plaża Snów i Dynamit i Diament, zagrane w bardzo podobny sposób jak poprzednie dwa "hiciory', jednak jakby z mniej spektakularnymi melodiami. W utrzymanym w średnim tempie Opuszczonym słychać mocno melancholijna estetykę bliską niemieckiemu Kingdom Come. Szczerze mowiąc mógłby być to spokojnie numer Niemców, nikt by sie specjalnie nie zorientował, taki sam trochę psychodeliczny zeppelinowski klimat. Jedyna ballada na krążku, Nie Jesteś Wielkim Panem, jest typową dla Polski lat '80 balladą. Z jednej strony utwór na pewno by chwycił współczesną scenę rockową w Polsce zachwyconą Skórą czy Irlandią, z drugiej trochę nie pasuje do płyty. Podobna stylitykę do Nie Jesteś... ma Marriot, szczególnie na początku. Szczerze mówiąc jest to najmniej lubiany przeze mnie utwór Syndii, średnia melodia i refreny, lepsze znacznie zwrotki i niezłej klasy solo gitarowe. W najlepszym lirycznie Cenniejsze Płotno Od Ram zwraca uwagę doskonała... klawiszowa solówka. Przypomina to mocno w brzmieniu Van Halenowski Jump. Jedyna różnica między Syndią, a ww zespołami to trochę tylko gorsza produkcja (brzmienie perkusji) i brak mocnych chórów (czasem je słychać , jednak mogłyby byc bardziej in your face, bardziej spektakularne) . Naprawdę genialna w swoim gatunku płyta. Nie wiem czy wiedziano, że nagrywano AOR, pewnie wtedy nikt o czymś takim nie słyszał, nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z czymś niezwykłym.Wielka szkoda, że płyta przeszła praktycznie bez echa, może polska widownia połknęłaby haczyk i mielibyśmy wysyp takich zespołów. Co ciekawe, obok Lessdress jest to jedyny poszukiwany i ceniony zespół przez zagranicznych kolekcjonerów. Tu mała podpowiedź dla wydawców - jest bardzo duży popyt na ewentualną reedycję zarówno w Polsce jak i zagranicą, tylko jedna prośba, wydajcie to ładniej od "pirackiego" sposobu Polskich Nagrań, którego "oryginalność" nie sposób dowieść. vandervelde
Komentarze () |
|
|
|
|
|