|
Płyta po płycie zespołu, który wydał tylko dwie płyty? Ano czemu nie, skoro mamy do czynienia z kapelą, która może nie odcisnęła wielkiego piętna na muzyce w Stanach, to jednak nie sposób znaleźć na jej temat opinii negatywnych i to zarówno jeśli chodzi o fanów hairmetalu, jak i tych preferujących nieco cięższe gatunki. Dziś grupa troszeczkę zapomniana, wielu z członków rozstało się z muzyką definitywnie, jak choćby wokalista Ted Pilot, który został...dentystą.
JAZDA OBOWIĄZKOWA!: Time Will Tell (1989)Fifth Angel ma bardzo duże poważanie wśród słuchaczy cięższych brzmień. Znając ich gardzący stosunek do hairmetalu jest to cokolwiek zastanawiające. Co jest na Time Will Tell takiego, że wyprzedza inne hairmetalowe zespoły w oczach zatwardziałych metalowców? Naprawdę ciężko na to znaleźć sensowną odpowiedź. Może faktycznie nie ma tu ballad pisanych pod nastoletnią, żeńską publiczność i zbytniego przypodobywania się publiczności masowej. Co też nie znaczy, że ballad i bardziej komercyjnych kawałków nie ma, bo jeśli się przyjrzeć oczywiście są. Jest też brzmienie, które miało wiele zespołów już stricte hairmetalowych, co prawda bardziej komercyjnie go eksponujących (klawisze), ale jednak śmiem twierdzić większej różnicy między Fifth Angel, a całą zgrają hairmetalowców nie ma, bo i ze względu na tożsamy rejon stylistyczny być nie może. Funkcjonowanie Fifth Angel w oderwaniu od terminu hairmetal jest zupełnie nie na miejscu i nie odpowiada rzeczywistości i może zostawmy to już. Najbardziej zasadniczym powodem różnicy brzmień i kierunku obydwóch płyt jest osoba gitarzysty. Zamiana parającego się bardziej neoklasycznym stylem gry na gitarze Byrda, na szerzej nieznanego Kendalla Bechtela okazała się strzałem w dziesiątkę. Bechtel zdynamizował grę Fifth Angela, nadając riffom bardzo przebojowy charakter. Mamy bardzo podobne do siebie w budowie piosenki, ale z drugiej strony każda ma znakomitą linię melodyczną. Najbardziej rzucają się w uszy perfekcyjne harmonie jakie serwują nam muzycy na Time Will Tell. Mocny, bardzo gitarowy, fantastycznie zaśpiewany z olbrzymią ilością chórów i komercyjnych melodii - takio jest ten krążek. Wybór singla pokazuje, że grupie marzył się sukces, bo wybrano najbardziej popowo-przebojowo brzmiący utwór tytułowy. Sławy się zdobyć nie udało, ale w pamięci jeszcze długo Time Will Tell pozostanie. Najważniejsze utwory: Time Will Tell, Midnight Love, Broken Dreams, Lights Out, Seven Hours, TRZEBA ZNAĆ, WARTO MIEĆ:  Fifth Angel (1986) Muzyka jaka znalazła się na debiucie Fifth Angel to w dużej części amerykański powermetal. Tu muszę wpleść mały wtręt co mam na myśli pisząc ten termin. Oczywiście nie mam tu na myśli zespołów w rodzaju nieszczęsnego Rhapsody, czy Stratovarius. One i ich naśladowcy, czy bezpośredni predecesorzy (nieważne, czy jajko, czy kura pierwsza) to był europejski power. Melodyjny, z olbrzymią, aż do przesady ilością klawiszy. Ten amerykański to rozwinięcie thrash metalu, i jak najkrócej i najprościej można go określić thrash z melodyjnie i czysto śpiewającym wokalistą. Kończąc już wątek, lżejsze granie niż thrash, który można sprowadzić do szybkiej, technicznej gry gitarowej i nie umiejącego śpiewać wokalisty (to oczywiście nadużycie, niech mi fani tego gatunku wybaczą). Taki właśnie, po części, powermetalowy jest ten album. Druga część to zalążek stylu, który w pełni się rozwinie na następczyni. Przede wszystkim Cry Out The Fools mógłby z powodzeniem się znaleźć na Time Will Tell i on zapowiada co się stanie później. Generalnie jest to taki album, który można raz na jakiś czas zarzucić, dla fanów hairmetalu i tej melodyjniejszej muzyki ma jeden zasadniczy atut. Taki, że można zobaczyć jak zaczynał Fifth Angel... Najważniejsze utwory: The Night, Wings Of Destiny, Fifth Angel, Only The Strong Will Survive, Cry Out The Fools vandervelde
Komentarze () |
|
|
|
|
|