| 1. Whatever Gets You Off 2. I'm Bad 3. High Class Trash 4. Loose Lips 5. Apologize 6. Cherry Red 7. Another Lover 8. Dirty Things You Do 9. White Lies 10. Love Me Bad 11. Outta My Mind
| The Last Vegas 'Whatever Gets You Off' 2009 Eleven Seven Music | |
| | |
Skład: Chad Cherry - wokal; Adam Arling - gitara; Nate Arling - gitara; Danny Smash - bas; Johnny Wator - perkusja; Anthony Rubino - bas;
Powoli, nieśmiało, wychyla się pewna grupa zespołów, które nie chcą się dać wsadzić do jednej szufladki z nudzącymi indie-rockowcami, czy innym alternatywnym szajsem. I to mnie niezmiernie cieszy, gdyż niczego tak bardzo nie potrzeba w muzycznym świecie jak odrobiny luzu podbitej solidnym graniem. Nie wiem jak to się rozwinie i nie chcę nawet prorokować. Za często podniecałem się chwilowymi objawieniami, które nie rozwinęły się w żaden poważniejszy ruch. Nieważne. Cokolwiek się nie stanie, zostaną płyty takie jak ta.
The Last Vegas to młody hard / glam rock w dawce wysokooktanowej. Whatever... to ich druga płyta, jednak dopiero ona sprawiła, że coś o chłopakach słychać w świecie szerokim. I trudno się temu dziwić! Już otwieracz to energia w czystej postaci. Groove, riff, wokal żywcem wyszarpano z AC/DC, chciałbym jednak, żeby australijskie pierniki nagrywały nadal taką muzykę! Oczywiście wybija się refren. Prosty, śpiewny, ale mocny! Czacha dymi! W I’m Bad kolejna pożyczka. Zaczyna się jak Too Fast For Love Motley Crue, na szczęście na tym podobieństwo się kończy (nie, że MC złe, ale niech chłopaki robią swoje, co?). Nie dziwię się, że wybrano ten numer na singiel promujący płytę, gdyż jest tutaj wszystko to, co najlepsze w agresywnym glam rocku. Taka najniegrzeczniejsza odsłona Motley Crue. Wszystko tutaj jest głośno i z przytupem. High Class Trash to niemal podręcznikowy przykład glamu (ta tupano - klaskana partia perkusji), podobnie Cherry Red. Loose Lips przynosi troszkę powiewu południowej ameryki. Słychac tu Cinderellę i odrobinę Lynyrd Skynyrd. O to chodzi! Another Lover, Love Me Bad i Outta My Mind to niewyobrażalna rozpierducha, jednak nie bezsensowna i nie pozbawiona melodyki! Wystarczy, by w szlachetny sposób obudzić wszystkie dzieciaki w bloku, wygonić sąsiadów z mieszkań, bądź przywołać pod swój adres dzielnicowego. Nie brakuje oczywiście ballad, bo jakaż to rockowa płyta bez uspokojenia... Na tym polu chłopcy też się sprawdzili. Apologize to najlepsze 80'sowe klimaty. Bez słodzenia, ale z całą cysterną emocji! Pamietacie balladę Tuff I Hate Kissing You Goodbye? A ballady Warrant? To jest właśnie ta klasa.
Jak już pisałem, The Last Vegas to niepokorny miks AC/DC, Motley Crue, Cinderelli i Guns’N’Roses. Te czasy już nie wrócą, cieszmy się zatem płytami takie jak ta, bo przynosza nam one dokładnie tę samą dawkę emocji, co najlepsze albumy wymienionych przeze mnie gigantów. Polecam zapodać ich waszym znajomym, którzy myślą, że stękający indie rockowcy to czadowi twardziele. Pokażcie im w jakim tkwią błędzie. The Last Vegas to na pewno czołówka nowych bandów grających na starych zasadach. Życzę im wielkiego sukcesu i długiej żywotności. Zróbcie to dla nas, chłopaki. Yeah!
BlackHeart
|