|
Strona 1 z 3 Radek Chwieralski to warszawski gitarzysta, którego muzyczne korzenie tkwią w Guitar Oriented Rock'u, czyli solidnym gitarowo-wirtuozyjnym graniu, choć jak sam przyznaje, nie stroni też od innych gatunków muzycznych. Ale o swoich inspiracjach, aktualnej działalności i planach na przyszłość najlepiej opowie sam...
HARD ROCK SERVICE: Witam i na wstępie pragnę pogratulować dostania się do prestiżowej rubryki "Undiscovered" w Guitar Nine Records. Niewielu jest tam jeszcze muzyków polskiego pochodzenia, co ten prestiż jeszcze podwyższa. Czytelników, a gitarzystów szczególnie, ciekawi fakt, czy w takich rubrykach robi się jakiś "przesiew". Może uchylisz rąbka tajemnicy..? RADEK CHWIERALSKI: Dzięki za gratulacje. Bycie "undiscovered" na "Guitar Nine" było rzeczywiście dla mnie nie lada zaszczytem, tym bardziej, że byłem pierwszym Polakiem, który tam się znalazł. Na pewno gitarzyści typowani na "Undiscovered" dobierani są drogą eliminacji, którą prowadzi zapewne grupka osób związana z "Guitar Nine". Nic więcej mi o tych sprawach nie wiadomo, to tylko moje domniemania. Ja po prostu wysłałem im swoje demo i spodobało im się, czego efekt już znasz. Najważniejsze jest więc to, że słuchają tych nagrań, a nie są one wrzucane do szuflady tak, jak dzieje się to na przykład w wielu wytwórniach. Warto więc próbować. A może są jeszcze inne takie miejsca jak "Guitar Nine"... HARD ROCK SERVICE: Może masz na myśli rubrykę "Spotlight" w polskim magazynie "Gitara i Bas", gdzie de facto również całkiem niedawno się znalazłeś. Opowiesz nam o tym, jak się tam dostałeś? RADEK CHWIERALSKI: To było po tym, jak byłem na "Guitar Nine". Droga ta sama - wysłałem swoje demo, a jeszcze wcześniej do magazynu "Estrada i studio", do czego namówił mnie mój nauczyciel ze szkoły muzycznej, Robert Lewandowski, który związany jest z tym magazynem. Ma tam swoją stałą rubrykę, gdzie zamieszcza opracowania różnych standardów, głównie jazzowych oraz z gatunku rocka progresywnego. Co do "GiB'u", nie było tej rubryki przez dłuższy czas, tym bardziej ucieszyłem się, że wróciła na łamy pisma, więc postanowiłem, że spróbuję. Między innymi zaowocowało to też tym, że udzieliłem obszernego wywiadu w tegorocznym lipcowym numerze. Wracając myślą do twojego poprzedniego pytania, naprawdę warto próbować wysyłać wszędzie swoje nagrania, bo nuż komu się spodoba, co tylko może potem zaowocować licznymi kontaktami i na pewno pójściem naprzód ze swoją promocją. HARD ROCK SERVICE: Podobno grasz na gitarze od jedenastego roku życia. Obecnie masz 25 lat, zatem to już 14 lat z gitarą w ręku. Ile czasu dziennie czy też tygodniowo poświęcasz na doskonalenie swych umiejętności w tej dziedzinie? RADEK CHWIERALSKI: Obecnie moja gra na gitarze to kilka godzin dziennie z uczniami, co pozwala mi ćwiczyć dość systematycznie, bo staram sie ćwiczyć razem z nimi. :-) Kiedy zrzucam płaszcz belfra, nagrywam coś w studio, co jest świetną szkołą i możliwością pracy nad sobą, ale tam już raczej nie ma czasu na ćwiczenia, tylko po prostu trzeba być na tyle uniwersalnym, żeby sprostać wymaganiom producenta, realizatora. Czuję, że się mocno rozwijam grając na różnych jam session's, gdzie można wejść na scenę i po prostu grać, czasem nawet z ludźmi, których się widzi pierwszy raz w życiu. To eksctytujące, łączy nas wtedy tylko muzyka na scenie, tworzymy nowe dziecko, powstaje utwór, którego zalążkiem był jeden riff, czy prosta progresja. Po chwili, jeśli jamujący muzycy są zorientowani, co się dzieje zaczyna budować się aranż, startuje zabawa z dynamiką, napięciem, harmonią. Na jamach naprawdę można się bardzo wiele nauczyć. Na koncertach już mniej, bo tam masz już konktretne aranże, masz ułożone swoje partie, choć czasem w solówkach też jest moment na inwencję twórczą. Sporo ćwiczę też, gdy komponuję. Czasem kiedy piszę jakiś utwór, nagle przerywam, bo czuję, że nagle dopadła mnie wena na ćwiczenie. Pracuję wtedy nad poszczególnymi dziedzinami grania na gitarze, które uważam za najsłabiej u siebie rozwinięte. Tak więc wracając do Twojego pytania mogę chyba powiedzieć, że gdy nie jem, nie śpię, lub nie wychodzę czasem z domu, żeby się wyluzować z przyjaciółmi, to gram cały czas. HARD ROCK SERVICE: Miałeś też dobre warunki do rozwoju muzycznego, pochodzisz bowiem z rodziny, w której niektórzy mieli już jakieś przygody z instrumentami. Jak to z tym było? RADEK CHWIERALSKI: Większość Chwieralskich jest, lub była muzykami od pokoleń i to jest fajne. Czuje się tą więź, ten wspólny element, który płynie w naszych żyłach. Żeby nie sięgać daleko, mój ojciec był gitarzystą rockowym na początku lat 70-tych, a jego ojciec grał na skrzypcach. Jakiś czas temu odnalazłem jego przedwojenny notatnik, porządnie oprawiony, w którym znajduje się mnóstwo jego kompozycji rozpisanych w nutach. Może kiedyś wczytam się w to głębiej. HARD ROCK SERVICE: Podczas torowania swoich muzycznych ścieżek przewinąłeś sie przez kilka mniej znanych zespołów (Deszczowe Psy, Metropolis, The Wonder Years). Obecnie chyba większość czasu poświęcasz zespołom Scandal i Analog. Trochę ciekawa sprawa z tym drugim, gdyż większość jego składu to muzycy ze Scandalu... RADEK CHWIERALSKI: Deszczowe Psy to był epizod, ale z Metropolis, a szczególnie z The Wonder Years pograłem trochę. To było ponad 10 lat temu, w 1992 roku miałem swój pierwszy sukces jako gitarzysta. Mam nagrania VHS z tego okresu, zresztą zawsze dość skrupulatnie archiwizowałem na VHS, co się dało, żeby potem, tak jak dziś na przykład usiąść sobie przed telewizorem z piwem w ręku i pomyśleć jaką drogę się już przebyło, a jaka jeszcze przede mną. Obecnie rzeczywiście większość czasu poświęcam na granie w zespole Analog, na którego przy okazji stronę internetową chciałbym serdecznie zaprosić: www.analog.art.pl. Na wiosnę ukaże się prawdopodobnie nasza debiutancka płyta. Scandal to już z kolei bardziej moje dziecko, bardziej gitarowe, co nie umniejsza bynajmniej roli Pawła Gawlika, wspaniałego basisty i kompozytora oraz Włodiego Tafla, znakomitego bębniarza. Planuję rozpocząć działalność koncertową ze Scandalem intensywniej niż dotychczas. Może zagramy małą trasę po kraju. To, że w Analogu grają muzycy tworzący Scandal, nie stanowi póki co żadnego problemu, a tylko umacnia nasze wzajemne relacje. Dobrze czujemy się zarówno w jednym jak i drugim projekcie. W Analogu gramy fajne rockowe piosenki. Monika Wierzbicka jest znakomitym frontmanem na scenie. Jest energia i o to chodzi. W Scandalu z kolei pokazujemy się bardziej jako muzycy.
|