Menu witryny
Start
Nowiny
Recenzje
Polskie płyty
Artykuły
Podsumowania
Wywiady
F O R U M
Kontakt
Wideoklipy
Nasza playlista
Szukaj

 

Ostatnio komentowane
Sample Unruly Child, czyli płyta roku (6 -krotnie komentowane) 03.09.2010.
Będzie nowa Syndia? (4 -krotnie komentowane) 22.08.2010.
Queensryche - 'Operation Mindcrime II' (1 -krotnie komentowane) 22.08.2010.
Barbed Wire: Nowa energia z południa (66 -krotnie komentowane) 11.08.2010.
Shining Line - 'Shining Line' (6 -krotnie komentowane) 03.08.2010.

 

   
 
Classic Whitesnake 2004 Drukuj Email
Wpisał: Heavy Butterfly   
04.09.2005.

Classic Whitesnake,
14.03. 2004, Warszawa - Sala Kongresowa

Odkąd pamiętam, jednym z moich największych muzycznych marzeń było uczestniczenie w wyśmienitej uczcie dla ucha - koncercie grupy Whitesnake. Marzenie to ziściło się niezapomnianego dnia 14 marca 2004 roku w warszawskiej Sali Kongresowej, podczas koncertu rozpoczynającego wschodnioeuropejską trasę zespołu ClassicWhitesnake, który wystąpił w składzie:

Tonny Martin - śpiew; Bernie Marsden - gitara, śpiew; Micky Moody - gitara, śpiew; Neil Murray - gitara basowa; Mark Stanway - instrumenty klawiszowe; Jimmy Copley - perkusja.

W związku z tym, iż jestem niekwestionowaną wielbicielką wokalu Davida Coverdale'a i trudno było mi wyobrazić sobie jakiekolwiek zastępstwo, jechałam na koncert pełna obaw (nie umniejszając Tonny'emu, którego zawsze uważałam za wyśmienitego wokalistę).

Należałoby na początek wspomnieć o supportujacej bydgoskiej grupie The Chainsaw. Niestety zdążyłam na końcówkę ich występu, więc nie czuję się upoważniona do wydawania opinii na ten temat. Widownia wydawała się być zadowolona, a ja osobiście uważam, że to był dobry wybór (ewentualnie zastanowiłabym się nad CETI... ).

Co do widowni, to szczerze mówiąc Kongresowa nie pękała w szwach, ale nie było za wiele wolnych miejsc. Szkoda tylko, że wielopokoleniowy widz w znacznej mniejszości podrywał się z krzesełek... Atmosfera ciepła, przyjemna, stonowana, bez zbędnych ozdobników, szaleństw laserowych i tym podobnych upiększeń, spowodowała dość intymny, lekko klubowy nastrój. Członkowie zespołu mile zaskoczyli mnie swoimi postawami na scenie. Przez cały czas podtrzymywali kontakt z publiką, komentowali jej żywiołowe reakcje (od okrzyków rodem z "Rock Stara" po różnego rodzaju dziwaczne chichoty itp. - Polak potrafi ;) ). Podawali dłonie, zachęcali do śpiewu i zabawy. Ani przez moment nie dało się odczuć "gwiazdorstwa" z ich strony. Wręcz przeciwnie, chłopaki świetnie się bawili, w każdej sekundzie było widać, że kochają to co robią, a robią to niezmiennie od lat na najwyższym poziomie...

Publika została uraczona dwugodzinną kwintesencją dorobku Whitesnake. Usłyszeliśmy miedzy innymi hiciory: Walking In The Shadow Of The Blues, Don't Break My Heart Again, Lonely Days Lonely Nights, Ain't Gonna Cry No More, Ain't No Love In The Heart Of The City, Child Of Babylon, Crying In The Rain, a na deser Here I Go Again. Jednak zabrakło kilku znakomitości, na które liczyłam, jak na przykład Is This Love czy Give Me All Your Love. Niestety spełnienie wszystkich życzeń byłoby fizycznie niemożliwe.. Należy wspomnieć, że większość utworów była wykonana w nowych Imagearanżacjach, utwory były dłuższe, interesująco okraszone gitarowymi lub klawiszowymi popisami muzyków. Ach, cóż to były za popisy... Publika wstrzymywała oddech wpatrując się w osłupiałym milczeniu w zręczne popisy profesjonalistów w każdym calu ( tylko w jednym momencie pojawił się niewielki "zgrzycik", który był bardziej zauważalny na twarzach muzyków niż dzięki naszym aparatom słuchowym, jak sądzę ). Szczególnym uznaniem widzów cieszyły się solówki znakomitego Micky'ego, Bernie natomiast pochwalił się nowym wiosełkiem, które wypróbowywał na jednym z utworów, narzekając na kwotę, którą za nie zapłacił ;), ku memu zaskoczeniu, w jednej piosence wyręczył wokalnie Tonny'ego. Sam Tonny spisał się znakomicie, już po pierwszym songu rozwiał moje wszelkie obawy... Po raz kolejny udowodnił, że jest nie tylko niekwestionowanym mistrzem wokalu, ale również niepowtarzalną osobowością sceniczną.

Kto nie był - moim zdaniem ma czego żałować. Mnie z pewnością owo wydarzenie muzyczne zapadnie na długo w pamięć. Żywię nadzieję, że wkrótce zawita do nas również David, a wtedy niewiele więcej będzie mi już do szczęścia potrzeba...

------------------------------------------
Autor: Heavy Butterfly
Komentarze (0)add
Napisz komentarz
quote
bold
italicize
underline
strike
url
image
quote
quote
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley


Wpisz kod umieszczony obok


busy
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

 

HARDROCK.COM.PL
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.

statystyka