|
Wytwórnie muzyczne stoją dziś w wyraźnym rozkroku. Z jednej strony wciąż działają jakbyśmy mieli lata 80-te, z drugiej powoli, z wielkim ociąganiem otwierają się na pokolenie mp3. Format ten, czy nam się to podoba, czy nie, postawił rynek muzyczny na głowie. Łatwość pozyskania, dostępność to jest coś w czym fizyczne nośniki nigdy nie dorównają formatowi cyfrowemu i który na dłuższa metę spowoduje ich wyginięcie.
ITunes zdobywa nagrody i co ważniejsze przynosi ogromne zyski, ale czy to rzeczywiście był jakiś genialny pomysł? Bo wyglądało to przez lata tak jakby rynek się bronił przed przyjęciem do wiadomości, że istnieje coś takiego jak MP3. Niekoniecznie jednak to musi być format mp3, mamy dziś kilka innych przewyższających go jakościowo ogg, flac, aac, któryś pewnie w końcu wyprze bardzo już stary technologicznie mp3. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że sukces witryn typu MySpace tylko potwierdza te twierdzenie. Jak wykazują badania ludzie ściągają nielegalnie utwory najczęściej z lenistwa, bo jest to po prostu wygodniejsze. Czy nie byłoby wspaniale mogąc ściągnąć płytę w kilkanaście minut, niezabezpieczoną DRM i po odpowiedniej cenie? Nawet nie podejmuje tematu nierówności zarobków na zachodzie i u nas, ale 0.99$ (w Polsce absurdalne 3zł) za utwór to jest kosmiczne nieporozumienie nawet dla zachodnich konsumentów. Płacimy w końcu niejednokrotnie wyższą cenę za produkt stojący niżej technologicznie (wav>mp3) od fizycznej płyty. W sytuacji, gdy zespół muzyczny powstaje co kilka godzin, a płyt wychodzi dziennie kilkaset te ceny muszą spaść i to drastycznie. Co robi przeciętny obywatel świata zachodniego, gdy zakupi zabezpieczoną DRM mp3jkę i nie chce ona im grać na laptopie czy odtwarzaczu mp3, albo zwyczajnie gubią ją w czeluściach dysku lub niechcący kasują? Zdobywają ten sam kawałek nielegalnie, niezabezpieczony. Bo jest wygodniej, szybciej i nie ma problemu z obsługą, windows media player nie pyta się o żaden certyfikat. Załóżmy jednak znacznie mniejszą cenę za 1 utwór (10centów) i bez DRM, co wtedy by zrobili? No pewnie kupiliby, znów zgubią znów kupią i tak w koło... Nie wezmą ze sobą do rodziny, na wakacje wejdą na komputer i znów kupią. Nikt nie twierdzi, że muzyka nie powinna kosztować. To jest wytwór ludzkiej kreatywności i powinien w jakiejś mierze podlegać opłacie. Pewnych rzeczy jednak się nie da przeskoczyć. Dochodzi teraz do wielu absurdalnych nadużyć, gdy organizacja mająca chronić prawa autorskie RIAA pozywa 70 letnich ludzi lub dzieci o tysiące dolarów. Czy muzykom naprawdę o to chodzi? Tak chcą zdobywać lojalność? Myślę jednak, że nie. Modelem, który mam nadzieje niedługo zacznie obowiązywać, będzie wolny dostęp do muzyki, filmów i co tam tylko można skopiować czy powielić w formie cyfrowej (tu wchodzimy na często spotykaną ekwilibrystykę logiczną przeciwników piractwa porównujących to do zwykłej fizycznej kradzieży i równości między skopiowaniem utworu mp3, a kradzieżą samochodu, o tym jednak kiedy indziej). Pisarz wydając książkę najpierw będzie ją publikował w Internecie, podobnie zespoły będą umieszczać muzykę na swych stronach internetowych w każdym możliwie formacie i jeszcze z zeskanowanymi w idealnej jakości okładkami. Chcesz mieć fizyczny nośnik, wesprzeć oficjalnie zespół, autora, znaleźć się na internetowej liście nabywców etc zapłać. Naiwność, przesada? Tylko realizm. W końcu logika zwycięży, już wiele zespołów swoje pieniądze zarabia na koncertach, traktując nagraną muzykę jedynie jako formę promocji. To się musi opierać na dobrowolności. Dopóki konsument jest traktowany jak złodziej, dopóty nie będzie się przejmował faktem, że traci na tym muzyka, artyści. On widzi wielką machinę ścigającą bogu ducha winnych ludzi, traktującą ich jak nie przymierzając terrorystów...
Komentarze () |
|
|
|
|
|